Ja na tle bramyMisją tej strony będzie popularyzowanie psychologii, lecz nie w wydaniu kolorowych czasopism, obiecujących życie łatwe i bezproblemowe. Życie nie jest łatwe, a problemy są jego częścią. Mimo to, albo właśnie dlatego, życie jest piękne i zawsze wartościowe.

Moja rodzina i przyjaciele musieli być zaskoczeni decyzją, jaką podjęłam już jako osoba trzydziestoparoletnia o rozpoczęciu studiów na kierunku psychologii klinicznej. Niektórzy mogli wziąć to za kaprys czy przejaw kryzysu wieku średniego. Zawodowo od czasów studiów byłam związana z mediami. Pracowałam w tygodniku, w portalu internetowym, pisałam teksty do odczytywania w radio, tłumaczyłam przemówienia i prasę zagraniczną, przygotowałam nawet słownik. Lubię słowa, pięknie wykończone zdania, celne określenia. Miałam dobre wykształcenie, co miały mi dać kolejne studia?
Tak naprawdę wyruszałam w tę podróż z bardzo konkretnej przyczyny: chciałam zajmować się dziećmi z rozwojem nieharmonijnym, a skłoniły mnie do tego rodzinne doświadczenia. Z czasem jednak tamta pierwotna motywacja ustąpiła miejsca innym powodom.
Studia psychologii były dla mnie czasem osobistych odkryć, za które jestem szczególnie wdzięczna. Uzmysłowiłam też sobie, jak niewielka jest wiedza dotycząca naprawdę podstawowych zjawisk w życiu psychicznym. Niech więc będę tego żywym przykładem:
I. Jako mała dziewczynka doświadczałam stanów lękowych. Budziłam się w nocy, płakałam, krzyczałam. Jedynym pomysłem, jak temu zaradzić, było podawanie mi leków. Nie działały (cóż, właściwie nie wiem. Może bez tych leków byłoby gorzej). Pamiętam swój strach małego dziecka. Nikt mnie nie wspierał. Moja kochająca rodzina nie wiedziała, jak mnie wspierać. Oczekiwano, że leki załatwią sprawę.
II. Na studiach pierwszy raz przeżyłam atak paniki. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Sądziłam, że umrę. Bałam się później, że tamte doznania wrócą, co wpędziło mnie w spiralę strachu. Nikt mi nie wytłumaczył mechanizmu, jaki napędza lęk i co z tym robić, wychodząc od wiedzy, samowiedzy. Szukałam pomocy w internecie.
III. Jako dwudziestoparolatka doświadczyłam ostrego stresu pourazowego. Parę miesięcy wcześniej opiekowałam się umierającą na raka ciocią. Ciocia odeszła dość szybko i spokojnie, otumanioną morfiną. Mimo to pewne obrazy z tamtego okresu były dla mnie wstrząsające. Reagowałam na to otępieniem. Wszystko wróciło po paru miesiącach, z olbrzymią siłą. Nie wiedziałam, że to naturalna reakcja mojego organizmu, przy prawidłowym przebiegu ograniczona w czasie. Wtedy sądziłam, że już nigdy więcej nie będę szczęśliwa. Mama znowu załatwiła mi leki. Ale wszystko to szybko się skończyło. Znów byłam "zdrowa".
IV. Po urodzeniu pierwszego dziecka nie mogłam się pozbierać. Zostałam mamą dziewczynki tak ślicznej i udanej, że od pierwszego dnia mogła występować w reklamach, miałam te wszystkie akcesoria, wózki, ciuszki, grzechotki, i nie chciało mi się żyć. Uważałam, że jestem z gruntu zła i niewdzięczna, że nie cieszę się z macierzyństwa. Wiedziałam, że jest coś takiego jak baby blues i depresja poporodowa, ale sądziłam, że takie rzeczy przydarzają się innym. Poszłam wtedy do psychologa, uroczej pani, lecz nie poczułam się zrozumiana. Wciąż byłam "nieudaną" matką. Przeszło w końcu, samo.

I to tylko przykłady sytuacji z mojego życia, gdy brakło mi naprawdę podstawowej wiedzy z zakresu psychologii.

 
Jestem dzieckiem wykształconych, kochających rodziców, którzy też tej wiedzy nie mieli. Dlatego mam podstawy podejrzewać, że wiedzy brakuje wielu ludziom. Tymczasem nie trzeba być chorym psychicznie, żeby doświadczać różnych kryzysów i problemów psychicznych. One są wręcz częścią życia, jak ospa w dzieciństwie, czy pierwsze rozbite kolano. Takie rzeczy się zdarzają i warto byłoby wiedzieć, jak pomagać sobie oraz innym.
Stąd potrzeba we mnie, by pisać o sprawach ważnych i powszechnych, o ludzkich sprawach. Chciałabym, żeby ta strona przekazywała rzetelną wiedzę na ważne tematy i w tym duchu będę pisać.

Przeczytaj więcej o MISJI

Nie trzeba zmieniać życia, by być szczęśliwym. Wystarczy pochylić się nad tym, co mamy, uważnie się temu przyjrzeć. Czytaj dalej...
Wyrazić siebie, przekazać coś ważnego… Kto by tego nie chciał? Zaczęłam pisać z potrzeby serca, do szuflady. Z czasem znalazłam pierwszych czytelników. Teraz piszę też dla Ciebie. Czytaj dalej...