patrząc w słońce Misją tej strony będzie również popularyzowanie uważności/mindfulness jako metody pozwalającej pełniej i lepiej żyć.

     Zazwyczaj w życiu dostrzegamy po prostu problemy do rozwiązania: ja na przykład chciałam pozbyć się przykrego napięcia w plecach i tremy za każdym razem, gdy zamierzałam coś powiedzieć w grupie. Stres, który kiedyś wrzucał mój umysł na wysokie obroty, w pewnym momencie zaczął mnie blokować, czemu towarzyszyły jakże pomocne myśli w rodzaju „Nie potrafisz się zaprezentować” i „Zawsze wszystko psujesz”.
     Więc uważność z początku miała być po to: żeby pozbyć się problemów. A przy okazji szkolenie - trening redukcji stresu z zastosowaniem uważności (MBSR) - odbywało się w ramach programu dla studentów na mojej uczelni, więc w doborowym gronie, w dodatku prowadzone było przez świetną nauczycielkę. Same plusy.
     Dziś blisko dwa lata później mogę przyjrzeć się temu, jak moja motywacja do medytowania się zmieniała, a zaangażowanie rosło. I powiem Ci jedno: wraz z tymi zmianami dochodziło do subtelnej, lecz zauważalnej odmiany w życiu. A wcale nie takiej, jakiej sobie z początku życzyłam.
     Będę więc z Tobą szczera: daleko mi do mistrza zen przyjmującego wszystko z kamiennym spokojem. Dalej doświadczam różnych trudnych emocji, gniewu, lęku, smutku. Kto wie, czy teraz te uczucia nie stały się dla mnie nawet wyraźniejsze i bardziej czytelne. Czasem się czerwienię albo ze stresu wszystko leci mi z rąk. Ale wiesz, co się liczy najbardziej?

     Ten drobiazg odmieniający wszystko: potrafię być życzliwa dla siebie. I (przeważnie, tak, jeszcze nie zawsze) mam w sobie zgodę na to, co mi się przytrafia.

       Poza tym realizuję swoje cele. Nadal zdarzają mi się chwile onieśmielenia, ale kiedy chcę zabrać głos, przemawiam do grupy. W niektórych sytuacjach ogarnia mnie irytacja i zniecierpliwienie, lecz potrafię się zatrzymać, zobaczyć te emocje, spotkać się z nimi. Regularnie dopada mnie mój stary znajomy perfekcjonizm, ale zauważam to i nie ulegam myśli: „To nie jest dość dobre, nie jest gotowe”, i jednak opublikuję ten wpis (gdybym ulegała dawnym myślom, ta strona nigdy by nie powstała).
     Tę zmianę w podejściu do siebie zyskałam dzięki praktykowaniu uważności i współczucia. Opowiem Ci, jak to robię. Zdziwisz się, jakie to proste i naturalne. Także w tym wypadku odnoszę wrażenie, że współczesnym ludziom zwyczajnie brakuje wiedzy, jak być szczęśliwymi. Z braku alternatywy wierzą reklamom i kolorowym czasopismom. A potem są smutni, bo w ich życiu jest inaczej. Tymczasem z tym życiem, jakie mają, mogliby być pełnią.

Przejdź do strony

Przeczytaj więcej o MISJI

Bez podstawowej wiedzy w tym zakresie raz po raz toniemy, zwłaszcza co wrażliwsi spośród nas. Trudne uczucia, gonitwa myśli, zbuntowane ciało – z tym wszystkim można sobie poradzić. Czytaj dalej...
Wyrazić siebie, przekazać coś ważnego… Kto by tego nie chciał? Zaczęłam pisać z potrzeby serca, do szuflady. Z czasem znalazłam pierwszych czytelników. Teraz piszę też dla Ciebie. Czytaj dalej...